Jak Świeta, to i pierniki. Jak pierniki, to toruńskie, które już w XVII wieku były słynne na cały świat.

Nie wiem, czy w tym roku dam radę zrobić krajankę marcepanową nad czym ogromnie ubolewam, ale mam jeszcze w zapasie ciasto, które muszę wypróbować.

Ciasto na piernik toruński już mam wyrobione i sobie leżakuje już od jakiegoś tygodnia. Po niedzieli planuję się zabrać za jego pieczenie. Przełożę go podobnie jak krajankę bajaderki, czyli masą migdałową i suszonymi śliwkami lub samymi śliwkami. Jeszcze się nie zdecydowałam.

Piernik ten robię pierwszy raz, ale coś mi się wydaje, że smaczny będzie. Dalsze relacje będą po upieczeniu.

Przepis pochodzi z „Kuchni Polskiej“ wyd. Reader‘ s Digest

Edit po upieczeniu: Piernik wyszedł świetny, taki piernikowy. Trzeba go jednak zrobić długo przed Swiętami, nawet miesiąc, ponieważ po upieczenu jest strasznie twardy i długo dojrzewa. Jednak się opłaca czekać. Zdjęcia niestety nie mam, bo gdzieś, w bałaganie wyjazdowym, mi się zawieruszyło. Nie jest to piernik puszysty. Jest raczej plackowaty. Upiekłam jeden na płaskiej blasze piekarnikowej i przekroiłam na pół, po czym przełożyłam śliwkami namoczonymi w rumie i zmiksowanymi z miodem i przyprawami korzennymi.

Składniki:

Cukier należy zrumienić na patelni. Następnie zalać go 2 łyżkami wody i rozpuścić. Migdały posiekać z figami i skórką pomarańczową. Zagotować miód, dodac przyprawy do piernika i karmel, wymieszać. Kiedy ostygnie do około 20 stopni połączyć obie mąki, dodać proszek do pieczenia, miód, masło, jaja, bakalie oraz spirytus. Zagnieść ciasto i odstawić na kilka dni. Po tym czasie rozwałkować ciasto na grubość około 1,5 cm, ułożyć na blachę i piec około godziny w temp. 180 stopni.